Muyzka

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 6.

 Rozdział 6

 

*Diego*
Obudziłem się w samochodzie. W głowie mi szumiało. Czułem się jak małe dziecko, które zgubiło się w jakimś ogromnym centrum handlowym. Zagubiony. Nie pamiętałem nic, kompletnie. Spojrzałem w bok. Obok była Fran. Poczułem się jeszcze bardziej zagubiony. "Nie, my tego nie zrobiliśmy. Nie to jeszcze nie ten moment, chciałem, żeby było inaczej" - próbowałem oszukać sam siebie. Potrzebowałem zaczerpnąć świeżego powietrza, więc ogarnąłem się, na tyle na ile to było możliwe, poprawiłem włosy i wszedłem z pojazdu. Oparłem się o szybę i myślałem - to znaczy próbowałem myśleć. Bo jak już zdążyłem się zorientować, na kacu myślenie nie jest takie proste. Nagle wszystkie moje myśli powędrowały w kierunku matki. Chciałbym ją zrozumieć, ale nie potrafię. Po co ona pije? To przecież nie jest przyjemne. Ciągły kac... Nie rozumiem tego. Z mojego zamyślenia wyrwało mnie stukanie w szybę. Odwróciłem głowę i zobaczyłem Fran. Wyglądała... wyglądała inaczej. Zmierzwione włosy rozmyty makijaż, ale nie ukrywam, że nawet w takim stanie wyglądała prześlicznie. Miałem ochotę wejść ponownie do pojazdu i ją pocałować, kiedy wpadł mi do głowy pomysł, o którym mi się nie śniło.I mimo, że miałem kaca to co chciałem teraz zrobić było w pełni świadome i przemyślane. Otworzyłem drzwi i powiedziałem:
- Francesco, masz dziesięć minut na doprowadzenie się do porządku.
- Diego? O co chodzi?
- Mam pewien pomysł, ale to niespodzianka.
- Mam się bać? - dziewczyna zmarszczyła brwi i lekko się uśmiechnęła.
- Nie gadaj, tylko się ogarniaj. Zaraz idziemy.
- Ale gdzie?
- Mówiłem już, to niespodzianka.- zamknąłem drzwi i oparłem się o tył samochodu. Od czasu do czasu zerkałem na Fran i kilka razy udało mi się przyłapać ją na tym jak na mnie patrzy. Wedy już miałem pewność, że to właściwa dziewczyna. Po niecałych dziesięciu minutach drzwi samochodu ponownie się otworzyły.
- To co, gdzie mnie zabierasz? - usłyszałem anielski głos za plecami.
-Fran!!!
-No dobra, już nie pytam. Ale proszę mów ciszej, bo moja głowa... - dałem jej tylko buziaka w policzek i chwyciłem za rękę. Prowadziłem ją uliczkami Buenos Aires, jak mi się zdaje w kompletnie nieznanym dla niej kierunku. I o to mi chodziło. Spojrzałem na nią, a w jej oczach dostrzegłem błysk ciekawości i jednocześnie prośbę o uchylenie rąbka tajemnicy. Nie mogłem się powstrzymać:
- Wiesz gdzie idziemy?
- Nie. Przecież mi nie powiedziałeś.
- A chcesz wiedzieć?
- Diego!?
- No, spokojnie... To chcesz wiedzieć czy nie? - Fran posłała mi tylko "mordercze" spojrzenie i dała tak namiętnego całusa, że nogi się pode mną ugięły- Rozumiem, że to znaczy tak. A więc, chcę ci pokazać coś wyjątkowego. Miejsce, w które zawsze uciekałem po kłótni z matką, w którym prawdopodobnie spędziłbym tą noc, gdyby nie ty. Ale musisz mi obiecać, że nigdy, ale to nigdy nikogo tutaj nie przyprowadzisz. Sama możesz przychodzić, ale tylko ty. Nie chcę, żeby świat dowiedział się o tym miejscu, jest dla mnie zbyt...- jakby to ująć- nie wiem, zbyt moje, zbyt osobiste. Chcę, żebyś wiedziała, że ci ufam, ale proszę, nie strać mojego zaufania.
- Ale Diego... Wiesz, że nie musisz tego robić. Ja czasem się nie kontroluję i mogę komuś coś powiedzieć, a nie chcę stracić tego co już między nami jest.
- Fran... Uwierz mi, kiedy zobaczysz to miejsce i poczujesz zapach tamtejszego powietrza, z nikim nie będziesz się chciała nim dzielić.
- To dlaczego ty się nim ze mną dzielisz?
- Uważam, że na to zasługujesz. Twoje życie mimo wszystko jest bardzo podobne do mojego. Dziewczyno! Ufam ci, zależy mi na tobie, i chcę, żebyśmy mieli nasz mały skrawek nieba. Tylko nasz. - Fran nic nie powiedziała. Na jej policzku dostrzegłem spływającą łzę. Wiedziałem, że udało mi się przebić przez powłokę twardej i zimnej dziewczyn, prosto do ciepłego, pragnącego miłości serca Francesci, tam gdzie prawdopodobnie nikt jeszcze nie dotarł. Otarłem jej, raz po raz, spływające po policzku łzy. Spojrzałem jej prosto w oczy i mocno przytuliłem.
- Nie chcę cię stracić. Mam wrażenie, że tylko z tobą i tylko przy tobie jestem naprawdę sobą. - nagle i ja poczułem jakieś ukłucie w sercu. W końcu znalazłem kogoś dla kogo warto żyć, kogoś dzięki komu mój świat zyskał cel. Chcę być z Fran i chronić ją. Chcę być jej aniołem. Nawet się nie zorientowałem kiedy i po moim policzku spłynęła łza.
- Diego, coś się stało?
- Ty się stałaś. Wiesz, co... Mimo iż nie pamiętam zupełnie nic z wczorajszej nocy, wiem, że to były najpiękniejsze chwilę mojego życia. Dzięki tobie, aż chce mi się żyć! Ale koniec tych sentymentalnych smutków, za chwilę dojdziemy na miejsce. - i faktycznie, po jakichś piętnastu minutach byliśmy na prawie miejscu.
- Czujesz ten zapach - zapytałem.
- Jest jakiś inny niż zwykłe powietrze, czy to znaczy, że już jesteśmy na miejscu?
- Prawie. - odparłem i zakryłem dłonią oczy dziewczyny. - Nie bój się. Jestem przy tobie. Tylko mi zaufaj a nie pożałujesz. - od mojego "magicznego" miejsca dzieliły nas już metry wystarczyło tylko skręcić w boczną uliczkę. Prowadziłem Fran i czułem, że naprawdę mi zaufała. Zyskałem jeszcze większej pewności, że dobrze robię zabierając ją do mojego "domu".
- Uwaga, stopień! Podnieś nogę. Okay. Teraz druga. A teraz.... Otwieramy oczka... - kiedzy zdjąłem rękę z oczu Fran, ona jeszcze przez chwilę ich nie otwierała.
- Nie bój się. - dodałem i wtedy byłem najszczęśliwszą osobą na ziemi.
- Jezu! Diego! Jesteś najlepszy!! - dziewczyna rzuciła mi się na szyję i dostałem chyba jeszcze bardziej namiętnego całusa niż wcześniej. - Dziękuję. Ale co to za miejsce?
- Jak widzisz... Nie mam pojęcia jak powstało to miejsce, ale widok Buenos Aires w całej okazałości jest wyjątkowy. Trafiłem tu kiedyś przypadkiem, po kłótni z matką i od tamtego czasu to moje schronienie przed światem.
- Musimy być bardzo wysoko... A ty musiałeś mieć ciężkie życie.
- Hah, wysoko jesteśmy... No spójrz tylko w dół. A co do mojego dzieciństwa to... Ehh... No przykra sprawa. Mama pije odkąd pamiętam, a ojciec... Ojciec jest w więzieniu. Nie chcę o nich mówić. Wiesz, zawsze musiałem radzić sobie sam. Nie potrafię powiedzieć, że kocham swoich rodziców, bo tak nie jest. Prawda jest taka, że ja właściwie nie miałem rodziców. Zawsze, wiedziałem, że oni mnie nie kochają, że nie zależy im na mnie. A teraz... Sama widzisz... Matka mnie wyrzuciła, byłbym bezdomnym gdyby nie ty i twoja pomoc. Ale może nie mówmy o tym, cieszmy się tym co jest. Popatrz w jakim cudownym miejscu jesteśmy. I jestem tylko ja i ty. Nikt więcej. W pobliżu nie ma domów. Dlatego to miejsce jest tak wyjątkowe. Nie ma ludzi, i te piękne widoki. A dzisiaj jeszcze ty obok. Chcę się tym nacieszyć. - na policzku Fran znów dostrzegłem łzę. Chwyciłem ją za rękę pociągnąłem ją ze sobą na ławkę, którą tam wybudowałem z kamieni i mocno do siebie przytuliłem. Siedzieliśmy tak milcząc i wpatrując się w nasze miasto. Dawno nie byłem tak szczęśliwy.
- Mogę cię o  coś zapytać?
- Jasne, pytaj śmiało. Odpowiem na wszystkie pytania. - chyba sam nie wiedziałem co mówię. Fran mogła zapytać dosłownie o wszystko a ja zdeklarowałem, że na każde nawet najgłupsze pytanie odpowiem.
- Byłeś kiedyś, no wiesz... Tak prawdziwie zakochany?  - no to mnie zagięła.
- Ja... zakochany? Hmm... Była kiedyś taka dziweczyna... Clara miała na imię. Tyle, że to w przedszkolu było. Jednak wtedy myślałem, że to ta jedyna. Ehh... Bardzo się myliłem.
- Myliłeś się? Co masz na myśli?
- Oh, Fran... Jeszcze wtedy nie znałem ciebie.
- Nie rozumiem.
- Ważne, że ja rozumiem. - uśmiechnąłem się i pocałowałem Fran w nos.
- Wiesz ja całe życie zastanawiałam się, jak to jest być prawdziwie zakochaną. Kocham brata i rodziców na swój sposób, ale mi chodzi o inną miłość. Zresztą wiesz o co mi chodzi.
- Zamknij oczy. -miałem pewien plan, który mógł pomóc Fran zrozumieć co to znaczy być zakochanym. Potrzebowałem jedynie jej zaangażowania.
- Po co?
 - Zamknij oczy. - dobrze, że w miarę szybko uległa bo inaczej miałbym twardy orzech od zgryzienia.
- Co teraz?
- Powiedz mi co czujesz. Ale tak szczerze prosto z serca inaczej się nie dowiesz tego, czego chcesz się dowiedzieć.
-Hmmm... Czuję się szczęśliwa. Jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze wspaniałego mężczyznę, który wie jak mnie rozweselić i po prostu przy mnie jest. - pocałowałem ją w szyję.
- A co czujesz kiedy cię całuję?
- Tam w środku, jakoś tak mi cieplej. Moje serce chyba zrobiło kilka fikołków. Nie chcę żebyś przestawał.
- Jesteś tego pewna? - wiedziałem, że jest ale chciałem to od niej usłyszeć.
- Jestem. Chcę, żebyś minie całował, przytulał, chcę żebyś bawił się moimi włosami i trzymał za rękę. Tak, tego właśnie chcę.
- Doktor od serca, Diego ma diagnozę. Może pani otworzyć oczy. Jest pani zakochana. Na  tym właśnie to polega. Mam nadzieję, że to wszystko co powiedziałaś jest prawdą, bo wiesz... Ja czuję się podobnie. Fran... Zakochałem się w tobie i nic i nikt tego nie zmieni.
- Diego... Ja, ja... - przyłożyłem palec do jej ust.
- Nic nie mów Fran, nic nie mów. - spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy, a po chwili nasze usta przylgnęły do siebie w pełnym miłości i namiętności pocałunku.
- Diego, ja myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. To nie może być prawda. To musi być jakiś sen. Proszę cię nie pozwól mi się z niego obudzić. - przyciągnąłem ją do siebie. Nic kompletnie nic nas nie obchodziło. Nie ważne było to, że mimo, że w tamtych okolicach nie ma ludzi w każdej chwili ktoś mógł tam przyjść. Kochaliśmy się jak opętani. Opętani przez miłość. 

*FRAN*
Czas płyną tak szybko. A to naprawdę były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Diego jest cudowny, delikatny, nie wywiera presji, a co najważniejsze zaufałam mu. Jest zupełnie inny od chłopaków, których znałam do tej pory. Jemu nie zależy tylko na tym, żeby się ze mną przespać. I mimo iż zrobiliśmy to już dwa razy on wciąż jest przy mnie i stara się jeszcze bardziej. Nie ma pojęcia jak to się stało, ale to właśnie jemu udało się przebić do mojego serca, przez powłokę zimnej i ostrej lafiryndy. Nie potrafię powiedzieć co on we mnie widzi, ale nie chcę tego stracić. Przecież się w nim zakochałam, więc to chyba normalne, że chce z nim spędzać jak najwięcej czasu.
- Diego. Robi się coraz później. Nie wiem, ale może powinniśmy już wracać. Tak bardzo nie chce, ale moi rodzice mogą się trochę martwić.
- Jasne! Ale zanim pójdziemy obiecaj mi jedno. - Diego trochę mnie zaskoczył, o co może chodzić. Nie miałam wyjścia i zgodziłam się.
- Obiecuję, tylko co ci właściwie obiecuję?
- To, że nie wyrzucisz mnie dzisiaj ze swojego pokoju - uśmiechnęłam się tylko. Przecież ja wcale nie miałam takiego zamiaru. Nawet mi to nie przeszło przez myśl. Nurtowała mnie tylko jedna kwestia.
- Ale, Diego, czy to znaczy, że my już jesteśmy parą? To znaczy czy mogę cię oficjalnie nazywać moim chłopakiem?
- Jesteś we mnie zakochana?
- No, tak.
- A ja jestem zakochany w tobie. To chyba mówi samo za siebie. Jesteś najwspanialszą dziewczyną w moim życiu.
- A ty najwspanialszym chłopakiem. To co gotowy? Doprowadziłeś się do porządku? Możemy iść?
- A chcesz?
- Jasne, że nie.
- To czekaj, zaraz coś wymyślimy i wcale nie będziemy musieli wracać. Masz przy sobie komórkę? - Diego znów mnie zaskoczył, nie wiedziałam co myśleć.
- Mam.
- To połącz mnie z twoim tatą i daj mi telefon - co on chciał zrobić. Szczerz to jednak mało mnie to obchodziło, zależało mi tylko na tym, żebym mogła zostać z Diego w tym wspaniałym miejscu. Szybko więc wyjęłam komórkę z kieszeni, wybrałam numer i podałam telefon mojemu chłopakowi.
- Dzień dobry... Tak, tu Diego... Tak ten sam... Tak, Fran jest ze mną... Niech pan się nie martwi... Tak, jesteśmy bezpieczni. Yyyy... nie Fede nie ma z nami... A coś się stało... Aha... Chciał pan tylko sprawdzić czy nie kłamię... Proszę, niech pan mi zaufa... Nie, nie zostanie pan jeszcze dziadkiem spokojnie. A nawet jeśli, to zapewniam pana, że zrobię wszystko, żeby pana córka i nasze dziecko byli bezpieczni... Nie! Nic z tych rzeczy... Ja chciałem tylko powiadomić, że dzisiaj nie wrócimy na noc... Niech pan da mi dokończyć... Nie wrócimy na noc, bo, bo chcę zabrać pańską córkę na wyjątkową kolację, a później mój kumpel powiedział, że udostępni nam na całą noc wesołe miasteczko. Chciałbym spędzić z Francescą jak najwięcej czasu, to wyjątkowa dziewczyna, bardzo mi na niej zależy i nigdy bym jej nie skrzywdził... Naprawdę?... To, dziękuję i do zobaczenia jutro.
- Udało ci się? - byłam bardzo zaskoczona, ale no w sumie ojciec i tak się mną za bardzo nie interesował.
- Mamy całe popołudnie i całą noc dla siebie, tylko dla siebie maleńka. - co za wariat mój wariat. Wskoczyłam mu na kolana i pocałowałam.
- Na prwadę uważasz, że jestem wyjątkowa? - nie trzeba było dużo czasu kiedy nasze ubrania ponownie znalazły się na ziemi. Tak, zakochałam się i dobrze mi z tym.  

_______________
Rozdział jest jaki jest, ale mamy nadzieję, że chociaż części z Was przypadnie do gustu ;)
Aha i serdecznie dziękujemy za ponad 1100 wejść!!! To dla nas zaszczyt, że chcecie czytać te nasze głupoty! Powstał już przynajmniej zarys tego co się będzie działo dalej i mam nadzieję, że mimo szkolnych obowiązków wkrótce pojawi się kolejny 7 już rozdział :D
Buźka :*
Susan

poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział 5.

DAMDAMDAMDAM.... i jest weeeeeejście smoka!! XD witamy po przerwie i dedykujemy to cos ( znaczy moja czesc, ktora jest beznadziejna i przerazajaca pod wzdlegem tego, ze  moja Fran jest puszczalska suka ale ok xD) dla wszystkich pszczołek, biedronek itp, itd xD nwm co mi dzisiaj odwala (dzisiaj? Mi zawsze odwala!) ale rozdzial jest dla kazdego kto wytrwal te przerwe i wytrwa nastepna, ktora pewnie nastapi xD wiec... nie przedluzam i milego czytania ;) ;*
P.S. mozecie hejtowac moja czesc ;))))

*Diego*
Zeszliśmy na kolecję. Nie ukrywam, to była najdziwnejsza kolacja na świecie. Rodzice Francesci, jej brat z żoną i córką, Fran oczywiście no i ja... Byem bardzo spitęty. Czułem się jak piąte koło u wozu, niepotrzebny, niechciany... Nie dawała mi też spokoju sytuacja, która miała miejsce kilkadziesiąt minut temu. Czułem się jak skończony idiota. Niestety chyba jestem kiepskim aktorem,  bo Fede chyba coś zauważył:
- Diego? Wszystko w porządku? Wyglądasz jakoś... Jakoś dziwnie. Dobrze się czujesz?
- Yyyy... Że ja? Aa! Nie no wszystko w porzadku.
- No to dobrze opowiadaj co cię do nas sporwadza.
- Ja... - nie dane mi było dokończyć zdania bo Fran
- Diego, to mój chłopak braciszku - dziewczyna odwróciła głowę i spojrzała w moim kierunku w taki sposób, że mój żołądek wykonał kilka dobrych fikołków - przyjechał z Meksyku na kilka dni i nie ma się gdzie zatrzymać, dlatego zaprosiłam go do nas. No wisz, żeby nie musiał się po holelach zatrzymaywać. Dom jest duży miejsca starczy dla wszystkich. Prawda tato?
- Oj, Francesco! Moją opinię juz znasz... Mówiłem ci już że jestem za młody na wnuki? Wydaje mi się że tak. Więc dzieci proszę was...Wszystko, wszystko tylko nie...
- Tato nie kończ! - wyrwał się Fede! - Nie przy mojej córce! Hej, ale ty już masz wnuczkę!? - czułem się bardzo dziwnie... Ta "rodzinna'' rozmowa zmierzała w zyłm kierunku.
- Aha! Mam cię! Już mi nie wciśniesz kitu co mi wolno, a czego nie! Dziadkiem i tak już jesteś! - poczułem sie nie swojo, dlatego pociądnąłem Fran za rękę i wyprowadziłem z jadalni.
- Fran? Do czego ty zmierzasz? Co ty chcesz osiągnąć?
- Ej,Diego tylko mi nie mów, że nie chcesz?
- Nie no jasne, że chcę, ale...
- Nie ma żadnego ale! - to wszystko było bardzo dziwne. Fran chyba naprwadę bardzo zależało na tym, żeby się ze mną przespać... Nie wiedziałem co robić. Ona mi się naprawdę podoba, ale nie znam jej na tyle dobrze, żeby się posunąć dalej. Mięczak ze mnie! Nagle poczułem jak Fran łapie mnie za ręke i ciągnie gdzieś na górę. Nie miałem ochoty się przeciwstawiać. Ale wiedziałem, że zanim dojdzie między nami do czego chcę choć trochę lepiej ją poznać.
- No chodź! - pośpieszała mnie dziweczyna.
- Idę, idę. - Fran zaprowadziła mnie na poddasze. Znajdowaliśmy się w pokoju bez okien, ze szklanym syfitem i niebieskimi ścianami. Nie było w nim nic oprócz biórka. Czułem, że że... właściwie to nie wiem co czułem.
- To kiedyś będzie mój pokój. Muszę tylko go urządzić, ale jakoś nie mam czasu. Mam pytanie. Czy twoja wyobraźnia jest na tyle ukształtowana, że jesteś w stanie sobie wyobrazić coś co jest w mojej głowie od dawna, ale nie mogę...
- NIe możesz czego? - byłem mile zaskoczony. Lubię pomagać, a jeśli już chodzi o wyobraźnie to nie mam sobie równych.
- Wiem tylko tyle, że w tym koncie będzie stało moje łóżko. Najlepiej czarne. I tyle koniec. Jakś blokada nie pozwala mi rozplanować położenia innych rzeczy, mebli w tym pomieszczeniu.
- Mogę cię o coś zapytać? - wiedziałem, że Fran się zgodzi ale wolałem się upewnić.
- No, jasne, pytaj.
- Dlaczego chcesz mieć pokój bez okien? Bo wiesz, ja kiedy tu tak stoję, to czuję się jak w jakiejś klatce, bez widoku na świat, widoku na przyszłość, na każdy kolejny dzień. Tak, wiem, brzim to trochę dziwnie, ale właśnie tak się teraz czuję a ty?
- Wiesz, Diego to nie takie proste...- i w tym momencie Fran opowiedziała mi, że ona potrzebuje czasem zamknąć się sama z sobą, odcięta od wszystkiego i od wszystkich, a to wszystko przez to, że jej rodzina (zwłaszcza ojciec) nie okazują jej ani odrobiny zainteresowania. Fede, któr był jej oparciem wyjechał, założył swoją rodzinę, a ona została sama. Zapracowani rodzice, nie zwracają na nią uwagi. Może robić co tylko chce. Ale ona potrzebuje czegoś innego... Ona potrzebuje miłości. Kogoś kto ją pokocha. Tak po prostu, bez zobowiązań. Nie mogłem tego już dłużej słuchać. Przybliżyłem się do niej i objąłem ją ramieniem najczulej jak potrafiłem. Po chwli zorientowałem się, że moja koszulka zrobiła się lekko wilgotna.
- Fran? Ty płaczesz? - w tamtej chwili mój mały świat pękł. Fran płakała! A ja? Ja nie byłem w stanie zrobić nic innego. Chwyciłem ją delikatnie za podbródek, uniosłem jej zapłakaną twarz lekko do góry, spojrzałem jej prosto w oczy. Nie trwało to dłużej niż kilka sekund, bo nasze usta, splotły się w najpiękniejszym i najbardziej namiętnym pocałunku, jaki kiedykolwiek przeżyłem.
- Będzie okay. Fran, będzie okay. Jestem z tobą.
- Wiem. I dziękuję, losowi że postawił mi ciebie na mojej drodze. Jesteś moim aniołem. Dziękuję.
*Francesca*
Nie wiem jak to mozliwe, ale w ramionach Diego zawsze czuje sie bezpiecznie. Wiem, ze on mnie rozumie. Ten pocalunek... byl magiczny. Nie chcialam go konczyc, ale wiedzialam, ze musze. Zeszlismy do mojego pokoju i siedzielismy tam przez kilka godzin. Kolo 20 drzwi sie otworzyly i stanal w nich Fede.
-Ck tak siedzicie?- zapytal.- Idziemy na impreze do Pandemonium. Chcecie isc z nami?
Spojrzalam na Diego, a on pokiwal glowa na znak zgody.
-Spoko, ale musze sie przebrac i zadzwonic do Violi.
-Tylko szybko mala! Ludmila wy iera sukienke, wiec pewnie zdazysz na luzie.- powiedzial i wyszedl z pokoju. Szybko razem z Diego sie przebralismy i po 1h bylismy gotowi do wyjscia. O 22 stanelismy przed wejsciem do klubu. Musze przyznac, ze swietnie sie bawilam. Co prawda wypilam troche za duzo, ale bylo fajnie. Okolo 1 siedzielismy wszyscy przy stoliku, ale moj brat byl tak zajety obmacywaniem swojej zony, ze nie zwracal uwagi na nic. W glowie mi szumialo i nie myslalm jasno. Widzialam, ze Diego tez jest mocno podpity. Nagle poczulam, ze musze sie przewietrzyc, wiec razem z Diego wyszlam z klubu. Stalismy chwile patrzac w gwiazdy.
-Piekne.- powiedzialam w koncu. Diego nic nie mowil tylko pokiwal glowa i objal mnie jedna reka. Poczulam jego dlon na swoim posladku, ale nie przeszkadzalo mi to jakos specjalnie. Wrecz przeciwnie: podobalo mi sie. Lekko odwrocilam glowe w jego strone i nawet nie zauwazylam kiedy  zaczal mnie calowac przygwożdżajac do maski samochodu. Szybkim ruchem wyciagnelam kluczyk z tylnej kieszeni jego jeansow i otworzylam samochod. Bylismy tak pijani, ze doslownie wpadlismy dosrodka. Nie bede opisywac co sie dzialo dalej. Powiem tylko, ze to byla baaardzo ciekawa i bogata w wrazenia noc.
_______________________________
Oto rozdzila 5 xD zboczony i chory, ale zapraszam do komentowania ~Malinka Vilu