Muyzka

niedziela, 17 sierpnia 2014

One shot: Fedecesca.

One shot na zamówienie Kingi ;*

ONE SHOT: FEDECESCA

Ból. Ból miesza się z radością. Czuję nieodpartą radość, która znowu staje się potwornym bólem. Biegnę przed siebie. Czuję, że moje płuca wysiadają, a nogi są ja z waty. Czuję, że nie dam rady dalej biec. Gdy ostatkiem sił wdrapuję się na drzewo...budzę się. To się ciągle powtarza. Nikt mi nie wierzy. Wszyscy spiskują przeciw mnie. Lekarze mówią, że to nie dzieję się naprawdę, ale ja wiem swoje. Inni mnie nie rozumieją. Słyszę otwierające się drzwi. Chowam się pod kołdrę. Przyszli. Będą faszerować mnie tabletkami i wmawiać, że jestem bezpieczna. Łzy mimowolnie ciekną po moich policzkach. Czuję, że ktoś gładzi mnie po włosach. Powoli zsuwam kołdrę z twarzy. Widzę twarz lekarza. Jest nowy. Nie ma przy sobie tabletek. Patrzę na jego twarz. Jego oczy są czekoladowe. Przypomina mi się jak byłam małą dziewczynką. Mama brała mnie na kolana i dawała czekoladę. Wtedy we wspomnienia wdziera się coś innego... mrocznego. Obraz ojca, który tamtego dnia wszedł do kuchni i.... i.... Nie mogę! Nie potrafię!
-Spokojnie, Francesco.- Głos lekarza jest spokojny i łagodny.- Spokojnie.
Jego obecność działa na mnie kojąco.
-Kkim jesteś?- pytam.
-Mam na imię Federico. Będę cię odwiedzał, a ty będziesz mi mówiła jak się czujesz, dobrze?
Kiwam głową.
-Jesteś lekarzem?-pytam.
-Nie zupełnie- odpowiada.- Jestem stażystą.
-Będziesz dawał mi tabletki?- Widzi mój strach.
-Nie- uśmiecha się.- Będę tylko z tobą rozmawiał.
-Będziesz próbował mi wmówić, że nic mi nie grozi? Że jestem bezpieczna?
Wyciąga do mnie rękę. Z wahaniem chwytam jego dłoń.
-Nikt nigdy nie jest całkiem bezpieczny. Nie będę cie oszukiwał.- Delikatnie gładzi moją dłoń. Odprężam się. Czuje się bezpieczna. Po raz pierwszy od czasu... Wyrywam dłoń z jego uścisku. Po moich policzkach znów zaczynają płynąć łzy. Federico nic nie mówi, tylko siada na łóżku obok mnie i obejmuje ramieniem.
-Powiesz mi co się stało?- pyta.
Kręcę głową. Nie jestem gotowa, żeby o tym mówić. Ale on rozumie. Delikatnie mnie przytula. Stara się pocieszyć, rozbawić. W końcu proponuje spacer. Dawno nie wychodziłam z pokoju. Nie pamiętam już nawet jak wygląda niebo. Powoli podnoszę się z łóżka. Podchodzę do drzwi. Blask słońca mnie oślepia. Spacerujemy. Mijają godziny, a my ciągle przechadzamy się po ogrodzie. W końcu siadamy na małej drewnianej ławeczce. Kątem oka obserwuje chłopaka. Jest przystojny. Biorę głęboki oddech i mówię:
-Miałam 10 lat.- Federico od razu wie, o co mi chodzi.- Siedziałam z mamą w kuchni. Kiedy tata wrócił do domu wiedziałam, że coś jest nie tak. Był zdenerwowany. Powiedział, że musimy wyjechać. Wtedy zadzwonił dzwonek. Mama kazała mi się schować. Usłyszałam strzał. Później następny. I jeszcze jeden. Było strasznie głośno. Słyszałam krzyk i huk przewracanych mebli. Wyszłam ze swojej kryjówki dopiero kilka godzin po tym jak wszystko ucichło. Zabili ich. Zabili ich wszystkich. Nawet mojego psa. Następnego dnia znaleźli mnie sąsiedzi. Płakałam, siedząc na środku zdemolowanego salonu. Od tamtej pory tu jestem. Minęło już 15 lat, a ja ciągle boję się, że oni po mnie wrócą.
-To normalne- mówi.- Normalne, że się ich boisz.
-Inni tak nie uważają.
Chłopak przysuwa się do mnie.
-Przy mnie nic ci nie grozi. Obiecuję.- Całuję mnie. Jestem pewna, że już nic nie może zniszczyć mojego szczęścia.

***


Myliłam się. Coś jednak mogło zniszczyć moje szczęście. Wyszłam ze szpitala, bo dzięki Federico poczułam się bezpieczna. Ale mój najgorszy koszmar się spełnił. Znaleźli mnie. Ale to Federico zabili. Od jego śmierci minęły 2 lata. Każdego dnia myślę o tych ludziach. Chcę żeby mnie znaleźli. Skończyli moje męki. Odebrali mi każdego, kogo kochałam. Nie mam po co żyć. Czuje, że ktoś za mną stoi. Odwracam się powoli. Widzę mężczyznę w czarnej kominiarce. Wiem, że po mnie przyszli. Słyszę huk wystrzału. Później jest już tylko ciemność...

__________________________________________________________________________
A oto zamówienie dla mojej kochanej Kingi ;* mam nadzieje ze psychopatyczny kryminał sie spodoba ;*~Malinka Vilu

sobota, 16 sierpnia 2014

One Shot: Leonetta. Gwiazdy.

Tego One Shota dedykuję mojej Bliźniaczce, Roksanie! Kocham cię i dziękuje za to, że motywujesz mnie do pisania <3

ONE SHOT: LEONETTA
Gwiazdy

Patrzyłam w lustro. Przyglądałam się mojej twarzy. Była... zwyczajna. Tak. Zwyczajna to dobre określenie. Nie jestem brzydka. Ale ładna też nie. Jestem jak jabłko. Zupełnie przeciętna. Chodzę do 3 klasy liceum. Nie należę do tych popularnych, ale nie jestem tez całkiem ignorowana. Jestem...
-Uważaj, jak łazisz!!- Głos wyrwał mnie z rozmyślań.
-Przepraszam- szepnęłam. No tak. Nie wspominałam przecież, że jestem wręcz absurdalnie nieśmiała. Zwłaszcza gdy rozmawiam z popularnymi. Zwłaszcza gdy słyszę Głos. Właściciel Głosu jest wprost niewyobrażalnie cudowny! Ciemne oczy, dołeczki w policzkach i te włosy, które zawsze pozostają w dokładnie rozplanowanym „nieładzie”. Podoba mi się od kiedy skończyłam 8 lat. Ale ma dziewczynę. A poza tym Leon Verdas to zupełnie nie moja liga!
-Nic się nie stało, Violetto.- Czy mi się wydaje, czy on zna moje imię? Nie. To nie możliwe, żeby Leon Verdas wiedział kim jestem. Już miałam go wyminąć i iść dalej, ale złapał mnie za nadgarstek.
-Idziesz dzisiaj na imprezę? U Francesci?- zapytał.
Pokręciłam przecząco głową:
-Nie zaprosiła mnie.- Francesca to kuzynka Leona. Podobno robi najlepsze imprezy w całej szkole. Nie wiem. Nigdy na żadną mnie nie zaprosiła.
-Dziwne- Leon zmarszczył brwi.- Porozmawiam z nią. Jak chcesz możesz pójść ze mną.- Uśmiechnął się asymetrycznie.
-Z tobą? Lara nie będzie zła?
-Nie jesteśmy już razem.
-Oh.- Zaniemówiłam. To znaczy, że Leon jest wolny?- Bardzo mi przykro.
-A mnie nie. Nie dogadywaliśmy się już od dłuższego czasu. To... idziesz ze mną na imprezę do Fran?
Udałam, że się zastanawiam.
-Chętnie bym poszła, ale moje przyjaciółki będą złe, że poszłam bez nich na imprezę.
-Możesz je zaprosić. Im więcej osób tym lepiej. Wpadnę po ciebie o 7. Bądź gotowa- mrugnął do mnie i odszedł, zostawiając mnie oniemiałą na środku korytarza. Czy on właśnie zaprosił mnie na randkę? Aaaaaaaaa!! Muszę zadzwonić do Camili!

***

Leon przyjedzie z pół godziny. Muszę wyglądać idealnie. Jeszcze ostatnie poprawki i będę gotowa. Wstałam od toaletki i założyłam wcześniej wybraną sukienkę.
Popatrzyłam w lustro. Wyglądałam naprawdę ładnie. Ja, „jabłko”, wyglądałam ładnie! Rozległ się dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam na dół, żeby otworzyć. W drzwiach zobaczyłam Leona. Uśmiechnął się na mój widok.
-Wyglądasz ślicznie- powiedział i podał mi rękę. Chwyciłam jego wyciągniętą dłoń i poszliśmy do samochodu.

-Wow.- To jedyne co udało mi się wykrztusić, kiedy zobaczyłam jego auto.
-Prawdziwy diabeł*- zażartował Leon.- Zasłużył na swoją nazwę.
Otworzył mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam ostrożnie, żeby nic nie zepsuć. Jeszcze nigdy nie jechałam tak drogim samochodem.
-Gotowa?- zapytał mój towarzysz zajmując miejsce kierowcy.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się do niego. Chłopak wcisnął pedał gazu i z piskiem opon ruszyliśmy na imprezę. Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Dom Francesci był niesamowity.

-Hej!- usłyszeliśmy gdy tylko wysiedliśmy z samochodu.
-Cześć, mała- odpowiedział Leon i przytulił kuzynkę.
Dziewczyna spojrzała na mnie.
-Cześć- przywitałam się.- Jestem Violetta.
-Wiem jak masz na imię!- Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.- Zapraszam do środka!
Razem z Leonem weszliśmy do środka za Francescą. W środku było pełno ludzi. Chciałam znaleźć Camilę i Naty, ale Leon pociągnął mnie na parkiet. Tańczyliśmy do długiej, powolnej piosenki. Położyłam mu głowę na ramieniu, a on objął mnie w tali. Było cudownie. Kątem oka dostrzegłam, że Francesca przygląda się nam z uśmiechem na twarzy.

***

Przetańczyliśmy cały wieczór. Kiedy o 1 w nocy siedziałam obok Leona w jego Lamborghini byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem. Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
-Jesteś najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkałem- szepnął.
Jeszcze długo siedzieliśmy objęci, wpatrując się w gwiazdy, zanim nastał świt, a Leon pochylił się i mnie pocałował.

_________________________________________________________________________
 * samochód to lamborghini diablo
TAM TAM TAM TAM!!  Oto mój pierwszy One Shot!! Mam nadzieję, że się spodoba ;*
~Malinka Vilu

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 2.

Ten rozdział dedykujemy naszym kochanym: Gabrysi, Laurze, Roksanie i Kindze! Dziękujemy, że nas wspieracie i czytacie nasze wypociny ;*



ROZDZIAŁ 2

FRANCESCA

Cicho otworzyłam drzwi domu. Tak właściwie to villi. Chciałam przejść do pokoju niezauważona, ale oczywiście musiałam się potknąć na schodach.
-Francesco!- dobiegł mnie z gabinetu głos ojca.- Chcę z tobą porozmawiać!
Westchnęłam i ruszyłam na spotkanie z facetem, który kompletnie nie miał pojęcia o moim życiu.
-Coś się stało, tatusiu?- zapytałam przesłodzonym tonem.
-Nie podobało mi się twoje zachowanie przy śniadaniu.- Nazwałam go nieczułym draniem, który bardziej dba o interesy niż o własną córkę i oblałam sokiem, ale to chyba normalne? W końcu mam 19 lat i- jak twierdzą psychologowie- przeżywam okres buntu.
-Wiem, tatusiu. Po prostu stresuje się urodzinami Violi. Wcale tak nie myślę.- Kłamałam mu w żywe oczy. Ale co miałam zrobić? Znów go obrazić i nie pójść do klubu ze znajomymi? Już wolałam go przeprosić.
Ojciec przyglądał mi się przez chwilę. W końcu westchnął i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Baw się dobrze.- Już miałam odejść, ale zatrzymał mnie jego głos.- Tylko pamiętaj: nie chce jeszcze zostać dziadkiem!
Przewróciłam oczami i poszłam szykować się na imprezę.

DIEGO

- DIEGO!!- krzyknęła moja matka - Ktoś do Ciebie!
- Pomoc społeczna? – odburknąłem.
- Nie, to ja! - natychmiast podniosłem się z łóżka.
- O! Cześć Leon! Co ty tu robisz?
- No mam do ciebie sprawę! - kumpel uśmiechnął się i usiadł na łóżku.
- O co chodzi?
- Czy nie miałbyś ochoty gdzieś dzisiaj wyjść? Konkretnie mam namyśli imprezę urodzinową mojej dziewczyny. Poprosiła mnie, żebym przyprowadził dobrego znajomego i od razu pomyślałem o tobie. Vilu ma przyprowadzić ze sobą jakąś koleżankę. To co? Wchodzisz w to? - byłem mile zaskoczony propozycją Leona, rzadko zdarzało się tak, żeby ktoś mnie gdzieś zapraszał. Ale na Leo zawszę mogę liczyć. Znamy się od podstawówki i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Jest naprawdę dobry kumplem
- Bardzo chętnie, ale obawiam się, że nie będę dobrze wyglądał w towarzystwie bogatych ludzi. Ja nawet nie mam się w co ubrać!
- O to się nie martw. Już o tym pomyślałem i znalazłem dla nas całkiem niezłe ciuszki w całkiem niezłej cenie! - nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Po chwili obaj tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu.
- To co… ja idę po ubrania dla ciebie, a ty szykuj fryzurę. - uśmiechnąłem się do kumpla i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wymyłem zęby i nałożyłem trochę żelu na włosy. Potrzebowałem się rozerwać i akurat trafiła się okazja. W chwili, kiedy skończyłem układać włosy ktoś zapukał do łazienki.
- Tu masz ubrania. Ja też lecę się szykować! Do zobaczenia. - kiedy otworzyłem drzwi Leona już nie było. Zobaczyłem tylko torbę. Zabrałem ją i ubrałem się. Muszę przyznać, że mój kumpel ma gust i szczęście w łapaniu dobrych okazji.
_ Wyglądam całkiem spoko. - powiedziałem do siebie i w tej chwili na mojej twarzy pojawił się zawadiacki uśmieszek. Byłem gotowy!





FRANCESCA

Długo zastanawiałam się co na siebie włożyć. W końcu wybrałam różowo-czarną sukienkę i różowe buty na obcasach.


Telefon i klucze schowałam do kopertówki i zeszłam do garażu. Wsiadłam do samochodu


i ruszyłam w stronę domu Violi, żebyśmy razem mogły pojechać do klubu. Po 10 minutach byłam na miejscu. Violetta już czekała na mnie na podjeździe. Wyglądała ślicznie. Miała na sobie jasno różową sukienkę i buty na obcasie.


-Hejka, Fran!- krzyknęła wsiadając do samochodu i całując mnie w policzek.- Gotowa na najlepszą imprezę wszech-czasów?- Uśmiechnęłam się. Viola była strasznie podekscytowana tym wyjściem. Od tygodnia nie gadała o niczym innym tylko o tym, że to będzie „najlepsze party ever”. Wcisnęłam pedał gazu i z piskiem opon ruszyłyśmy w stronę klubu.

DIEGO

- Diego! Chodź już! - usłyszałem głos przyjaciela za oknem. Czym prędzej poderwałem się z kanapy, założyłem buty i już mnie nie było. Do klubu, w którym odbywała się impreza mieliśmy jakieś 30 minut piechotą. Nie spieszyło nam się. Mieliśmy jeszcze jakieś 50 minut do rozpoczęcia imprezy, więc szliśmy bardzo wolno. Kiedy zbliżaliśmy się do klubu Leon powiedział:
- Gotowy na imprezę życia?
- Oczywiste! - po czterdziestu minutach doszliśmy na miejsce. Zebrało się już sporo ludzi, ale Violetty jeszcze nie było. Chwilę później dostrzegłem piękny samochód a w nim Violę i... Nie to nie mogła być prawda... To była ona. Śliczna dziewczyna z parku. Nadal nie wiem skąd ją znam, ale już ją gdzieś widziałem jestem tego pewny. Szczęśliwy Leon podbiegł do swojej dziewczyny i pocałował ją w policzek.
- Wszystkiego najlepszego skarbie!
- Dziękuje! - powiedziała Viola - O cześć Diego!
- Cześć Vilu! Wszystkiego najlepszego! - odparłem wciąż wpatrując się w tą (nie)znajomą dziewczynę.
- Dziękuję! Diego poznaj Francesce. Francesca to Diego. - i w ten oto sposób dziewczyna zyskała imię.
- Cześć, miło mi cię poznać. - jej głos był jak najpiękniejsza melodia.
- Ciebie również.
- Dobra, słuchajcie my idziemy, jak coś to nas nie szukajcie - powiedziała rozchichotana jubilatka.
- Diego, opiekuj się Fran.- dodał Leon. I po chwili już ich nie było. Czułem się dziwnie skrępowany, nie wiedziałem co powiedzieć, ona najwyraźniej też. Wpatrywaliśmy się w siebie bez słów. W końcu Fran się odezwała:
- Wiesz mam takie dziwne wrażenie, że skądś cię znam.
- Nie wierzę! Mam tak samo! Gdy cię zobaczyłem siedzącą na ławce, poczułem jakby to już się kiedyś wydarzyło... Takie deja vu. Nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. - i znów zapanowała cisza. Żadne z nas nic nie mówiło przez dłuższy czas. W końcu daliśmy się porwać zabawie. Zatańczyliśmy nawet razem. To była naprawdę impreza mojego życia. Było cudownie. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek ją spotkam, ale mam nadzieję, że to stanie się niebawem. Nie znam jej nazwiska, nie wiem gdzie mieszka, ale zrobię wszystko by ją odnaleźć. Muszę się dowiedzieć o niej czegoś więcej! Muszę! To nie może być przypadek, że czuję że to już się zdarzyło to, to musi być przeznaczenie...
___________________________________________________________________________________
Tak oto prezentuje się 2 rozdział naszej radosnej twórczości. Mam nadzieje, że się spodoba ;) Zachęcamy do komentowania i serdecznie pozdrawiamy ~Malinka Vilu 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 1.



ROZDZIAŁ 1

DIEGO

- Diego!!! Czy możesz mi przynieść piwo z lodówki?! - Usłyszałem głos matki. Boże! Dlaczego to właśnie mi musiała trafić się taka matka?! Cięgle tylko by piła i piła! Mam już tego serdecznie dość!!! A ojciec? Ojciec wcale nie lepszy! Został skazany na dożywocie za morderstwo! Nie ma to tamto mam super rodzinkę!!
- Nie, nie mogę ci przynieść tego cholernego piwa! Wychodzę! - Wrzasnąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Zabrałem ze sobą oczywiście, moją ukochaną gitarę. Chodziłem ulicami Buenos Aires nie wiedząc, co ze sobą zrobić... Ludzie mijali mnie z prawej i z lewej niczym na autostradzie. Myśli szalały. Czułem się niewidoczny, niechciany, niekochany... Czym sobie zasłużyłem na takie życie?? Chcę być po prostu szczęśliwy czy to tak wiele... Nie miałem już ochoty chodzić, więc usiadłem na krawężniku i wyjąłem moją gitarę. Zacząłem grać i ni z tego ni z owego jakiś ochroniarz zaczął ze mną rozmawiać:
- Proszę pana, tutaj nie wolno grać na instrumentach! Zakłóca pan spokój naszych gości. Uprzejmie pana proszę o zaprzestanie gry i opuszczenie hotelowego krawężnika.
- Że co?
- Mam powtórzyć?
- Nie, nie trzeba. Już sobie idę... - odparłem lekko zdruzgotany. - No nic poszukam sobie innego krawężnika- powiedziałem sam do siebie i znów zacząłem niekończące się błąkanie po Buenos Aires. Lubię to miasto... Ma swój urok... Swój niepowtarzalny klimat. To jest jedno z najpiękniejszych miast na świecie. Chodziłem tak alejami, aż w końcu znalazłem idealne miejsce. Usiadłem i znów zacząłem grać. Od czasu do czasu jakiś przechodzień zatrzymywał się i dawał mi parę groszy. Nie chciałem litości, ale też nie miałem wyjścia. Gdyby nie ci ludzie nie miałbym na chleb. To straszne jak okrutny może być los. Życie jest brutalne miota człowiekiem na prawo i lewo... Nagle  zauważyłem, że ktoś mi się przygląda. Siedziała na ławce. Śliczna. Ale już ją gdzieś widziałem... Nie mam pojęcia gdzie.... Znam ją. Na pewno ją znam.  Dlaczego mi się przyglądała? Czy ona też mnie zna? Co ona sobie musiała o mnie pomyśleć? Nie chciałem podchodzić. Wyśmiałaby mnie! Bo kim ja jestem? NIKIM! Po prostu nikim! Wrakiem człowieka, który mimo wszystko marzy i ma swoją pasję, jaką jest muzyka! Ale to i tak nie ma znaczenia, bo nie mam środków, żeby się rozwijać... Ona ciągle na mnie patrzyła... Nie wiedziałem, co zrobić. Zabrałem pieniądze, które mi rzucili, schowałem gitarę i odszedłem. A co jeśli już nigdy jej nie zobaczę, nigdy jej nie poznam... Ahhh zresztą to i tak nie miałoby większego sensu...

FRANCESCA

Siedziałam na ławce w parku. Tego dnia rano pokłóciłam się z ojcem i nie miałam ochoty wracać do domu. Po prostu siedziałam obserwując niebo i mijających mnie ludzi. W pewnym momencie usłyszałam melodie. Niby zwyczajna piosenka grana na gitarze, ale było w niej coś wyjątkowego. Przeniosłam wzrok na chłopaka, który wygrywał melodie i zaparło mi dech w piersi. Nie chodzi o to, że był przystojny (choć niewątpliwie był). Po prostu był... znajomy. Od kilku miesięcy mam pewien sen. Powtarza się, co noc. W tym śnie idę przez polane, na której widzę chłopaka. Podbiegam do niego, a on wyciąga ramiona, żeby mnie złapać, a wtedy zrywa się wiatr i odpycha mnie od niego. Nigdy dokładnie nie przyjrzałam się twarzy chłopaka, ale byłam niemal pewna, że to ten sam, który grał na gitarze. W pewnym momencie podniósł głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Przez kilka sekund wpatrywałam się w jego piękne czekoladowe oczy, ale on wstał podniósł gitarę i odszedł. Poczułam ukłucie w sercu, gdy zdałam sobie sprawę, że nigdy więcej go nie zobaczę. Podniosłam się z ławki i ruszyłam w stronę domu, aby przygotować się na imprezę. Moja przyjaciółka, Violetta, miała dziś urodziny i z tej okazji szliśmy wszyscy do klubu. Nigdy nie rozumiałam Violetty. Była piękna, zabawna, inteligentna, bogata i spotykała się z kimś tak przeciętnym jak Leon- z biednej rodziny, nie mającym szans na prawdziwą karierę. Może i był przystojny, ale poza tym był kompletnym zerem. Viola utrzymywała, że go kocha, ale jak dziewczyna o jej pozycji społecznej może pokochać kogoś z niższej sfery? Westchnęłam i ruszyłam przez park, kierując się w stronę domu i nieuchronnej sprzeczki z ojcem.
___________________________________________________________________________________

A oto rozdział 1 ;) Susan pisze z perspektywy Diego, a ja- Fran. Nie wiem kiedy napiszemy 2 rozdzial, ale na pewno niedługo ;) zapraszamy do komentowania i serdecznie pozdrawiamy ;** ~Malinka Vilu

Prolog.


PROLOG

Jesteśmy w słonecznym Buenos Aires. W Buenos Aires, gdzie tysiące ludzi mija się codziennie na ulicach. Miliony roześmianych twarzy wpatruje się w niebo rozmarzonym wzrokiem. Codziennie widuje się tu nowe osoby, które pędzą przed siebie nie zwracając uwagi na mijane twarze. Ona jest inna. Uwielbia przyglądać się mijanym ludziom. Całe dnie przesiaduje w parku i zastanawia się nad wieloma sprawami, które pozornie nie mają znaczenia. Ma filozoficzne podejście do świata. Jej rodzice kompletnie się nią nie zajmują. Nigdy się nie zajmowali. Dawali jej tylko pieniądze. Dużo pieniędzy. Dlatego wyrosła na taką osobę. Może i jest niepoprawną romantyczką, która całe dnie spędza na rozmyślaniu, ale prawda jest taka, że Francesca Cauvigilia jest zimnokrwistą suką, która wszystko zawdzięcza urodzie i bogatym rodzicom.

***

To samo miasto, ale zupełnie inna dzielnica. Chłopak z rozbitej rodziny siedzi na krawężniku i lekko szarpie struny gitary. Wpatruje się w przejeżdżające samochody, zastanawiając się jakby to było skoczyć. Po prostu odbić się od krawężnika i zakończyć swoje męki. Nawet odkłada gitarę na chodnik, chcąc zrealizować swój plan. Ale wtedy przed oczami staje mu twarz dziewczyny. Dziewczyny, której nigdy nie spotkał, ale której twarz co noc widział gdy zamykał oczy. Opadł ciężko na chodnik, zastanawiając się czy kiedykolwiek ją spotka. Często o niej myślał, choć nigdy jej nie spotkał. Usłyszał bicie zegara. Musiał wracać do domu. Diego Hernandez wstał i ruszył aby przez kolejny dzień oglądać pijaną matkę, która coraz bardziej się stacza.

***

Oboje z dwóch różnych światów. Ona piękna i bogata, on: biedny, z rozbitej rodziny. Żyją tak blisko siebie, a jednocześnie tak daleko. Jakie figle będzie płatał im los? Może doprowadzą do czegoś za co pokocha ich cały świat? A może wystarczy im miłość jednej osoby? Pojedyncza iskra, która doprowadzi do wybuchu? Jedno jest pewne: czas pokaże.

___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że prolog się podoba ;) rozdział pojawi się niedługo. Zapraszam do czytania i komentowania ;** ~ Malinka Vilu

Wstęp

Cześć!
Mam na imię Zuza. Razem z moją kumpelą Izą, postanowiłyśmy założyć bloga o Dieciesce. Mamy kilka genialnych pomysłów i mamy nadzieję, że uda nam się je w 100% zrealizować. Mamy nadzieję, że Was nie zawiedziemy. Nie będę się rozpisywać, bo to nie ma sensu, wszystkiego dowiecie się czytając nasze opowiadanie. Co jeszcze mogę powiedzieć... MIŁEGO CZYTANIA!

Ps. W najbliższym czasie pojawi się prolog!!