Muyzka
sobota, 20 września 2014
Ważne!
piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział 4.
Rozdzial
4
FRANCESCA
Gdy
tylko przekroczyłam próg usłyszałam ze wszystkich stron okrzyk
„NIESPODZIANKA!”. Nie wiedziałam co się dzieje. Moi przyjaciele
wyskoczyli zza mebli.
-Ale...
z jakiej to okazji?- wydukałam.
Właśnie
wtedy zobaczyłam w pomieszczeniu Federico. Nie wiele myśląc
rzuciłam mu się na szyję.
-Spokojnie,
mała- zaśmiał się.- Udusisz mnie!
Nie
chętnie go puściłam.
-Co
ty tu robisz? Myślałam, że przyjedziesz dopiero na święta.
-Taki
miałem zamiar, ale tak się stęskniłem za moją małą
siostrzyczką.
Jeszcze
raz go przytuliłam.
-Ale
z jakiej okazji to wszystko?- zapytałam Violette, która podeszła
do mnie razem z Leonem.
-Z
takiej, że jesteś dziewczyną ze snów Diega- zażartował Leon, a
twarz Diega momentalnie pokryła się rumieńcem.
-Poważnie
pytam- powiedziałam, czując, że się czerwienie. Diego był
chłopakiem z moich snów. Dosłownie.
-Fede
chciał ci zrobić niespodziankę- powiedziała moja przyjaciółka
widząc, że czerwienie się jak burak.
-Fran,
chodź ze mną na chwilę do łazienki- dodała po chwili ciągnąc
mnie na górę. Gdy weszłyśmy na górę, Viola zaciągnęła mnie
do swojego pokoju, zamknęła drzwi i krzyknęła:
-Francesco
Cauvigilla! Ty się zakochałaś!
-Ja?-
udawałam zdziwienie.
-Tak,
ty! I to w dodatku w Diego! A mówiłaś, że nigdy nie zakochasz się
w chłopaku z 'niższej półki'- zrobiła w powietrzu cudzysłów.
Poczułam, że cała się czerwienie. To prawda. Diego cholernie mi
się podoba.
-Nie
mam pojęcia co robić- żaliłam się przyjaciółce.- Nigdy
wcześniej się tak nie czułam!
Violetta
delikatnie mnie przytuliła.
-Będzie
dobrze- szepnęła.- Jesteś śliczną i cudowną dziewczyną, a
Diego na pewno to zauważy.
Uśmiechnęłam
się.
-Dziękuje.-
Nie musiałam mówić nic więcej. Violetta doskonale wiedziała o co
chodzi.
-Chodźmy-
powiedziała podnosząc się z miejsca i pomagając mi wstać.
Zeszłyśmy po schodach i na widok tego co zobaczyłam na dole
zatkało mnie...
DIEGO
Propozycja Fran, że mogę z nią pójść do Violi lekko mnie zaskoczyła. Naprawdę się tego nie spodziewałem. Nie mogłem zrobić nic innego, musiałem się zgodzić! Poczułem, że moje życie powoli zaczyna biec właściwym torem. Kiedy weszliśmy do środka poczułem się nieco dziwacznie. Stałem jak jakiś debil pod ścianą i nie odzywałem się za bardzo. Nie miałem pojęcia, że Francesca ma brata! byłem jeszcze bardziej oszołomiony! Chciałem nawet wyjść, ale w drugiej części pokoju dostrzegłem, moją dobrą przyjaciółkę, Cami. Podszedłem i przywitałem się:
- Cześć Cami!
- Diego?! Cześć! Co ty tu robisz?! Ile my się nie widzieliśmy, co u ciebie słychać?
- Haha spokojnie Cami! Nie tak szybko!
- No, wiem, sorki! Ale stęskniłam się! - i nie wiedzieć kiedy dziewczyna rzuciła mi się na szyję. Nie ukrywam, że było to bardzo miłe.... Dawno nikt mnie nie przytulał... W oddali, a właściwie w drugim końcu pokoju dostrzegłem Fran. Patrzyła na nas (na mnie i Cami). Ale to nie było zwykłe spojrzenie. Nie wiem co miała w tych oczach, ale mimo iż byliśmy daleko od siebie, czułem, że gdzieś w głębi serca, jest chyba troszeczkę zazdrosna. Moje spostrzeżenia, okazały się trafne, bo po chwili usłyszałem jej anielski głos:
- Diego, Cami to wy się znacie?
- No, tak. Znamy się od zawsze. Diego był, i nadal jest moim przyjacielem! Nie widzieliśmy się dobre trzy miesiące! Mam mu tyle do opowiedzenia! Więc jeśli nie masz nic przeciwko...
- Tak, jasne! Już mnie nie ma! - Fran przerwała Cami. W jej głosie wyczuwałem coś, czego nie potrafię określić słowami... Źle się z tym poczułem.
- No więc słuchaj, w zeszłym miesiącu... - Camila coś tam mówiła, mówiła, a ja jej nie słuchałem. Od czasu do czasu tylko przytaknąłem. Moje myśli wciąż krążyły wokół głosu Fran. Nie mogłem się skupić. W końcu stwierdziłem, że lepiej będzie jak wyjdę. Przeprosiłem Cami, powiedziałem, że zadzwonię i się umówimy to mi wszystko opowie. Poszedłem pożegnać się z Leonem i Violettą. Na końcu poszedłem podziękować Fran, za to, że mnie tu zabrała, za to, że mogłem znów spotkać Cami. Dodałem jeszcze jak jakiś debil, że mam nadzieję że jeszcze się zobaczymy. To było takie bezsensu! Po pożegnaniu wyszedłem i ruszyłem uliczkami Buenos Aires w kierunku mojego "domu". Kiedy dotarłem nie mogłem uwierzyć własnym oczom!! Przed drzwiami stała spakowana walizka! MOJA WALIZKA! Ale ja nigdzie nie wyjeżdżam? Co to ma znaczyć?! Wszedłem do środka i już od progu usłyszałem głos "matki"
- Co ty tu robisz? WYNOCHA!!! To mój dom! Wynoś się! - czułem, wyraźnie czułem, że ta kobieta ostro przeholowała z alkoholem! Cholerna alkoholiczka!! Dlaczego to musi być moja matka?? Nic jej nie odpowiedziałem, tylko zabrałem walizkę i poszedłem... Nie wiem gdzie chciałem dojść... Po prostu szedłem! Miałem nadzieję, że będę mógł przenocować u Leona. Nagle ją ujrzałem. Szła w moim kierunku. Gdy tylko mnie zobaczyła, pomachała. Odwzajemniłem to uśmiechem. Po chwili już rozmawialiśmy:
- Diego? Walizka? Wyjeżdżasz gdzieś?
- Oh, chciałbym uwierz mi chciałbym.
- To po co chodzisz z walizką?
- Yyy... Mogę być szczery?
- Dawaj!
- No, to matka mnie z domu wywaliła! - spojrzałem na Fran, a później mój wzrok utkwił w chodniku.
- No co ty? Żartujesz??
- Nie. Czy ja wyglądam jakbym żartował? Wiesz co, muszę już iść. przepraszam.
- A dokąd pójdziesz? -spodobało mi się to, że czułem (a może miałem takie wrażenie), że Fran się o mnie troszczy i zależy jej na mnie.
- Nie mam zielonego pojęcia... Może u Leona, albo u Cami...
- Możesz przenocować u mnie. - Fran nie dała mi dokończyć, a jej propozycja zaskoczyła mnie chyba bardziej niż gdyby w środku lata spadł śnieg.
FRANCESCA
Wiem,
że to głupie, że zaprosiłam do swojego domu obcego faceta. Ale
jak go zobaczyłam na ulicy z tą walizką to... sama nie wiem. Coś
kazało mi zaproponować mu nocleg. Przekroczyliśmy próg, a Diego
głośno wciągnął powietrze na widok wnętrza villi.
-Tato!-
krzyknęłam zamykając za nami drzwi.
-Jestem
w gabinecie!- usłyszałam odpowiedź.
Pociągnęłam
Diego w stronę podwójnych drzwi.
-Tato,
to jest Diego. Mój...yyy.... mój chłopak.- Nie wiedziałam jak
Diego zareaguje na to kłamstwo.- Przyjechał na kilka dni z Meksyku.
Może się u nas zatrzymać?
Tata
podniósł w wzrok znad sterty papierów i zmierzył Diego
spojrzeniem.
-Córeczko,
jeśli chcesz twój kolega może zostać, ale ponieważ przyjechał
Federico nie mamy wolnych pokoi.
Zacisnęłam
zęby.
-Może
spać ze mną- powiedziałam, zanim zdążyłam się rozmyślić.
Tata
uniósł brew.
-W
takim razie w porządku. Tylko pamiętaj: jestem za młody na wnuki!
Westchnęłam
i pociągnęłam mojego towarzysza po schodach do mojego pokoju.
-Fran,
jestem ci bardzo wdzięczny, ale naprawdę nie musiałaś- powiedział
Diego, kiedy zamknęłam drzwi.- No bo gdzie będę spał?
-Jak
to gdzie? Ze mną.
Chłopak
wyraźnie się zarumienił
-Z
ttobą?- zaczął się jąkać.
-No
chyba, że nie jestem dla ciebie wystarczająco atrakcyjna...-
rzuciłam niby od niechcenia.
Teraz
już naprawdę zabrakło mu słów
-Francesco,
jesteś naprawdę piękną dziewczyną, ale my się prawie w ogóle
nie znamy!
-To
dla ciebie problem?- Podeszłam bardzo blisko niego i położyłam mu
rękę na piersi. Stanęłam na palcach i powoli, bardzo powoli
złączyłam nasze usta w pocałunku. Diego objął mnie w talii, a
ja zarzuciłam mu ręce na szyję. Całowalibyśmy się pewnie
dłużej, ale ktoś zapukał do drzwi i rozległ się głos naszej
gosposi:
-Kolacja
za 15 minut!
Odskoczyliśmy
od siebie jak oparzeni. Diego odwrócił wzrok, a ja przygryzłam
wargę. To niewątpliwie był najlepszy pocałunek w moim życiu.
_________________________________________________________________________
Coż... to nie wątpliwie jest dość dziwny rozdział xDD i chyba najdłuższy ze wszystkich ;) no to... zapraszam do komentowania i licze, że Susan nie zbije mnie za zakończenie, ale ja po prostu musiałam dać tam beso Diecesci <3~Malinka Vilu
czwartek, 21 sierpnia 2014
Rozdział 3.
Rozdzial
3
Diego
Obudziłem się około dwunastej. Byłem bardzo szczęśliwy. Śniła mi się ona! To był najpiękniejszy sen... Zaczęło się od tego, że Leon zaprosił mnie na urodziny Violetty. To była impreza mojego życia. To właśnie na niej pojawiła się ona. Miała na imię Francesca i była przyjaciółką dziewczyny mojego kumpla. Wyglądała cudownie. Lepiej niż wtedy gdy widziałem ją w parku. Jej głos... On był jak, jak najpiękniejsza melodia. Założę się że dziewczyna ma coś wspólnego z muzyką. Nie chciałem wstawać z łóżka, ale głód był silniejszy. Poszedłem do kuchni i wyciągnąłem z szafki dwie lekko zeschnięte kromki chleba. Wyjąłem z lodówki biały serek i zjadłem to co sobie przygotowałem. Kiedy kończyłem usłyszałem pukanie do drzwi. To był Leon... Wyciągnął mnie z domu do jakiejś knajpy. Było całkiem miło. Taki niespodziewany męski wypad.
- Leon, wiesz mów co chcesz, ale miałem bardzo dziwny sen... Śniło mi się, że zaprosiłeś mnie na urodziny Violi i była mega impreza, mnóstwo fajnych ludzi no i taka śliczna brunetka... Jak ona miała na imię? No cholera! Jeszcze przed chwilą wiedziałem!
- Francesca?
- Tak, właśnie ona... Ej, ale zaraz?! Skąd ty wiesz jak miała na imię dziewczyna z mojego snu?!
- Diego?! Czy ty masz jakieś zaniki pamięci czy to po prosty kac? Hę?
- Leon, o czym ty mówisz? Nie ogarniam...
- O Boże! Ta impreza, Francesca to nie był żaden sen!!! To rzeczywistość! To wszystko wydarzyło się na prawdę! - zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć... Może ta cała impreza wydawała się tak nie realna, że mój umysł sprawił, że rzeczywistość stała się najpiękniejszym snem.
- Nie! To nie możliwe! Co ty mówisz!? Jak? I dlaczego nic nie pamiętam?
- Chłopie! Weź się ogarnij! Pierwszy raz widzę, żebyś miał, aż takiego kaca! - Leon chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zadzwonił telefon. To najprawdopodobniej była Viola. Chyba chciała, żeby do niej pojechał, bo Leon natychmiast zabrał swoją kurtkę i wyszedł bez słowa. Może stało się coś złego? A może Vilu chciała tylko, żeby Leon po prostu do niej przyjechał? Nie wiem. W każdym razie zostałem sam. Nagle poczułem, że brakuje mi czegoś. Jakbym zgubił część mnie i nie potrafił jej odnaleźć. Nie miałem ochoty już dłużej siedzieć w tej knajpie więc wyszedłem i ruszyłem w kierunku... W kierunku miejsca gdzie Ją widziałem. Idąc tak alejkami Buenos Aires nie mogłem zebrać myśli. Ciągle próbowałem sobie przypomnieć skąd znam tę dziewczynę. Byłem tak zajęty myśleniem o niej, że nawet nie zorientowałem się kiedy usiadłem na ławce, na której siedziała Ona, kiedy widziałem ją po raz pierwszy (chociaż wiem, że znałem ją już wcześniej). Siedziałem tak dobre dwie godziny i wpatrywałem się w twarze przechodniów. Wciąż miałem nadzieję, że zobaczę tę śliczną, filigranową brunetkę. Niestety, dzisiaj nie miałem szczęścia. Minęło mnie kilka tysięcy różnych twarzy, ale żadna nie była Jej twarzą. Nie miałem ochoty już tam siedzieć więc ruszyłem w drogę powrotną do domu.
Obudziłem się około dwunastej. Byłem bardzo szczęśliwy. Śniła mi się ona! To był najpiękniejszy sen... Zaczęło się od tego, że Leon zaprosił mnie na urodziny Violetty. To była impreza mojego życia. To właśnie na niej pojawiła się ona. Miała na imię Francesca i była przyjaciółką dziewczyny mojego kumpla. Wyglądała cudownie. Lepiej niż wtedy gdy widziałem ją w parku. Jej głos... On był jak, jak najpiękniejsza melodia. Założę się że dziewczyna ma coś wspólnego z muzyką. Nie chciałem wstawać z łóżka, ale głód był silniejszy. Poszedłem do kuchni i wyciągnąłem z szafki dwie lekko zeschnięte kromki chleba. Wyjąłem z lodówki biały serek i zjadłem to co sobie przygotowałem. Kiedy kończyłem usłyszałem pukanie do drzwi. To był Leon... Wyciągnął mnie z domu do jakiejś knajpy. Było całkiem miło. Taki niespodziewany męski wypad.
- Leon, wiesz mów co chcesz, ale miałem bardzo dziwny sen... Śniło mi się, że zaprosiłeś mnie na urodziny Violi i była mega impreza, mnóstwo fajnych ludzi no i taka śliczna brunetka... Jak ona miała na imię? No cholera! Jeszcze przed chwilą wiedziałem!
- Francesca?
- Tak, właśnie ona... Ej, ale zaraz?! Skąd ty wiesz jak miała na imię dziewczyna z mojego snu?!
- Diego?! Czy ty masz jakieś zaniki pamięci czy to po prosty kac? Hę?
- Leon, o czym ty mówisz? Nie ogarniam...
- O Boże! Ta impreza, Francesca to nie był żaden sen!!! To rzeczywistość! To wszystko wydarzyło się na prawdę! - zamurowało mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć... Może ta cała impreza wydawała się tak nie realna, że mój umysł sprawił, że rzeczywistość stała się najpiękniejszym snem.
- Nie! To nie możliwe! Co ty mówisz!? Jak? I dlaczego nic nie pamiętam?
- Chłopie! Weź się ogarnij! Pierwszy raz widzę, żebyś miał, aż takiego kaca! - Leon chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zadzwonił telefon. To najprawdopodobniej była Viola. Chyba chciała, żeby do niej pojechał, bo Leon natychmiast zabrał swoją kurtkę i wyszedł bez słowa. Może stało się coś złego? A może Vilu chciała tylko, żeby Leon po prostu do niej przyjechał? Nie wiem. W każdym razie zostałem sam. Nagle poczułem, że brakuje mi czegoś. Jakbym zgubił część mnie i nie potrafił jej odnaleźć. Nie miałem ochoty już dłużej siedzieć w tej knajpie więc wyszedłem i ruszyłem w kierunku... W kierunku miejsca gdzie Ją widziałem. Idąc tak alejkami Buenos Aires nie mogłem zebrać myśli. Ciągle próbowałem sobie przypomnieć skąd znam tę dziewczynę. Byłem tak zajęty myśleniem o niej, że nawet nie zorientowałem się kiedy usiadłem na ławce, na której siedziała Ona, kiedy widziałem ją po raz pierwszy (chociaż wiem, że znałem ją już wcześniej). Siedziałem tak dobre dwie godziny i wpatrywałem się w twarze przechodniów. Wciąż miałem nadzieję, że zobaczę tę śliczną, filigranową brunetkę. Niestety, dzisiaj nie miałem szczęścia. Minęło mnie kilka tysięcy różnych twarzy, ale żadna nie była Jej twarzą. Nie miałem ochoty już tam siedzieć więc ruszyłem w drogę powrotną do domu.
FRANCESCA
Obudziłam
się rano w szampańskim nastroju. Wstałam i zjadłam śniadanie,
które przygotowała gosposia. Rodziców oczywiście nie było w
domu. Gdy się ubrałam i umalowałam była już 13. Postanowiłam,
że się przejdę. Chodziłam uliczkami Buenos Aires bez żadnego
konkretnego celu. Dopiero gdy usłyszałam bicie zegara na ratuszu
zorientowałam się, że jest już 16.
'Czas
wracać do domu' pomyślałam. Zawróciłam więc i ruszyłam do
villi moich rodziców. Gdy przechodziłam przez park dostałam SMS-a
od Leona: „Fran, możesz przyjechać do Violi? Źle się czuje, a
ja nie mam pojęcia co jej jest. Szybko.” Byłam tak zajęta
zamartwianiem się o przyjaciółkę, że nawet nie patrzyłam gdzie
idę. Po prostu szłam przed siebie, aby jak najszybciej dostać się
do domu Violi. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Moja pupa biegła
właśnie na bliskie spotkanie z chodnikiem, gdy ktoś złapał mnie
w talii. Spojrzałam na swojego wybawce i mimowolnie się
uśmiechnęłam. To był Diego- chłopak z imprezy urodzinowej Violi.
-I
znów się spotykamy- zaśmiał się.- Miło cię znowu zobaczyć,
Francesco.
-Mi
również, ale byłoby milej gdybyś postawił mnie na ziemi!-
Uśmiech spełzł mu z twarzy.
-Przepraszam.
-Żartowałam.
Absolutnie nie przeszkadza mi, że mnie obejmujesz.- Chłopak znów
się uśmiechnął i puścił mnie.
-Dokąd
się tak spieszysz?- zapytał.
-Leon
prosił żebym przyjechała, bo Viola jest chora.
Diego
zmarszczył brwi.
-Co
jej się stało?
-W
tym problem, że nie wiem. I Leon też nie. Jak chcesz możesz jechać
ze mną.
Pokiwał
głową i pobiegliśmy w stronę postoju taksówek. Gdy
przejeżdżaliśmy koło apteki wpadłam na pomysł. Kazałam
taksówkarzowi się zatrzymać i poszłam kupić... test ciążowy.
Gdy wróciłam, Diego popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
-Test
ciążowy? Naprawdę?
Mimowolnie
zachichotałam.
-Cóż...
nie wiem jak ty, ale ja straciłam ich w oczu na imprezie.
Chłopak
też się zaśmiał, a za chwilę oboje pokładaliśmy się ze
śmiechu. Nawet nie zauważyłam kiedy dojechaliśmy na miejsce.
-Violu!-
krzyknęłam od progu.- Mam coś dla ciebie!
_________________________________________________________________________
A oto rozdział 3! Zobaczymy co wymysli Susan.... moze Vilu bedzie miala niespodzianke? xD zapraszamy do komentowania ;*~Malinka Vilu
środa, 20 sierpnia 2014
One Shot: Leonetta.
Zamówienie
dla Gabrysi ;* dziękuje Słońce, że jesteś <3
ONE
PART: LEONETTA
Jeszcze
jedno pociągnięcie błyszczykiem i... GOTOWE! Spojrzałam nerwowo
na zegarek. Jeszcze pół godziny. Pół godziny do najwspanialszej
randki w moim życiu! Cóż... właściwie to nie randka. Idziemy
razem na imprezę urodzinową jego kuzynki, a mojej najlepszej
przyjaciółki. Okłamałam go, że zepsuł mi się samochód,
dlatego zgodził się mnie podwieźć. A ja zamierzam wykorzystać
okazję. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zbiegłam na dół, za
nim tata zdążył dobrać się do mojego Gościa. Boże, dlaczego on
jest taki idealny?! Znaczy nie mój tata tylko mój Gość. Chodzący
ideał.
-Cześć.
Ładnie wyglądasz- powiedział.
-Hej.
Ty też. Znaczy, nie ładnie, tylko... przystojnie!- Co ja wygaduje?!
On naprawdę dziwacznie na mnie działa! Mój Gość- który miał na
imię Leon- uśmiechnął się.
-Chyba
trochę się denerwujesz- zauważył. Ale on spostrzegawczy! Byłam
kłębkiem nerwów!
-Może
trochę- odpowiedziałam.- Fran jest wymagającą solenizantką.
-W
tym się z tobą zgodzę. W zeszłym roku rzuciła mną o stolik z
przekąskami, bo kupiłem jej złotą bransoletkę, która nie
pasowała do kolczyków od ciebie.
Mimowolnie
uśmiechnęłam się, przypominając to sobie.
-To...
jedziemy?- zapytałam w końcu.
-Jasne.-
Posłał mi swój cudowny uśmiech i poszliśmy do samochodu.
***
Gdy
jechaliśmy do domu Francesci nie mogłam uwierzyć, że ja, Violetta
Castillo, znajduję się w jednym samochodzie z największym ciachem
w całej szkole! Leon spojrzał na mnie.
-Dlaczego
się tak na mnie patrzysz?- zapytał z krzywym uśmiechem.
-Yyyyy....-
nie wiedziałam co mu odpowiedzieć żeby nie zrobić z siebie
totalnej idiotki, ale na szczęście dojechaliśmy na miejsce. Z ulgą
wyskoczyłam z samochodu i poleciałam do drzwi. Od razu wyściskałam
Fran i dałam jej prezent. Leon szedł tuz za mną, ale uciekłam
zanim zdążył złożyć życzenia kuzynce. Szłam właśnie w
stronę Ludmiły, gdy usłyszałam głośny plusk. Obróciłam się
szybko i musiałam zdusić śmiech na widok Leona w basenie. Jak
sądzę Francesce nie podobał się prezent. Podeszłam na skraj
basenu.
-Z
czego się śmiejesz?- zapytał zły Leon. Zakryłam usta ręką
próbując powstrzymać śmiech.
-Zaraz
nie będzie ci tak do śmiechu!- Chwycił mnie za kostki i wciągnął
do basenu.
Usłyszałam
głośny śmiech osób dookoła.
-Czemu
to zrobiłeś?!- krzyknęłam ze śmiechem.
Leon
podpłynął do mnie i ochlapał mnie wodą.
-Za
to, że się ze mnie śmiałaś.- Mimo, że byłam cała mokra, nie
mogłam powstrzymać uśmiechu. Podpłynęłam do brzegu, a Fran
pomogła mi wyjść. Leon wdrapał się na brzeg tuż za mną.
-Chodźcie.
Dam wam coś na przebranie- powiedziała Francesca uśmiechając się.
Poszliśmy za nią do jej pokoju. Ja dostałam czarną sukienkę w
czerwone serduszka, a Leon jakieś swoje ubrania, które zostawił
kiedyś w domu kuzynki.
Poszłam
do łazienki się przebrać. Gdy wróciłam Leon też już był
gotowy.
-Wyglądasz
w tej sukience dużo lepiej niż Fran- powiedział.
Poczułam
jak na moich policzkach wykwita rumieniec.
-Dzięki,
ale lepiej nie mów tego Fran.- Leon uśmiechnął i podszedł do
mnie. Przez jedną szaloną chwilę myślałam, że mnie pocałuje.
Ale on tylko chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę
wyjścia. Myślałam, że wracamy na imprezę, ale chłopak pociągnął
mnie do ogrodu. Spacerowaliśmy po brukowanych alejkach wpatrując
się w gwiazdy. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że
ciągle trzymamy się za ręce. Absolutnie mi to nie przeszkadzało.
Gdy doszliśmy do małego stawku, Leon spojrzał mi w oczy. On ma
piękne oczy. Ciemne, które mają w sobie taką głębię.
-Violetto...-
zaczął, ale przerwałam mu.
-Kocham
cię.- Sama nie wiem dlaczego to powiedziałam, ale chłopak nie
potrzebował już żadnej zachęty. Pochylił się i delikatnie
musnął moje usta swoimi. Objęłam go za szyję i pogłębiłam
pocałunek. Nie wiem jak długo tak staliśmy, nie zwracając uwagi
na otoczenie, ale na pewno był to najcudowniejszy dzień mojego
życia. Następnego dnia po szkole rozniosła się plotka o tym, że
jesteśmy razem. I tak już zostało.
***
Od
tamtego dnia minęło 25 lat, a ja ciągle czuję te magię. Mimo, że
minęło już tyle czasu ja ciągle kocham Leona tak samo. I tak już
pozostanie do końca.
_________________________________________________________________________\
Ta miniaturka to kompletna klapa ;( przepraszam bardzo Gabrysie za to ze tak spierdzieliłam Leonette ;( mam nadzieje ze mi to wybaczysz ;/~Malinka Vilu
niedziela, 17 sierpnia 2014
One shot: Fedecesca.
One shot na zamówienie Kingi ;*
ONE
SHOT: FEDECESCA
Ból.
Ból miesza się z radością. Czuję nieodpartą radość, która
znowu staje się potwornym bólem. Biegnę przed siebie. Czuję, że
moje płuca wysiadają, a nogi są ja z waty. Czuję, że nie dam
rady dalej biec. Gdy ostatkiem sił wdrapuję się na drzewo...budzę
się. To się ciągle powtarza. Nikt mi nie wierzy. Wszyscy spiskują
przeciw mnie. Lekarze mówią, że to nie dzieję się naprawdę, ale
ja wiem swoje. Inni mnie nie rozumieją. Słyszę otwierające się
drzwi. Chowam się pod kołdrę. Przyszli. Będą faszerować mnie
tabletkami i wmawiać, że jestem bezpieczna. Łzy mimowolnie ciekną
po moich policzkach. Czuję, że ktoś gładzi mnie po włosach.
Powoli zsuwam kołdrę z twarzy. Widzę twarz lekarza. Jest nowy. Nie
ma przy sobie tabletek. Patrzę na jego twarz. Jego oczy są
czekoladowe. Przypomina mi się jak byłam małą dziewczynką. Mama
brała mnie na kolana i dawała czekoladę. Wtedy we wspomnienia
wdziera się coś innego... mrocznego. Obraz ojca, który tamtego
dnia wszedł do kuchni i.... i.... Nie mogę! Nie potrafię!
-Spokojnie,
Francesco.- Głos lekarza jest spokojny i łagodny.- Spokojnie.
Jego
obecność działa na mnie kojąco.
-Kkim
jesteś?- pytam.
-Mam
na imię Federico. Będę cię odwiedzał, a ty będziesz mi mówiła
jak się czujesz, dobrze?
Kiwam
głową.
-Jesteś
lekarzem?-pytam.
-Nie
zupełnie- odpowiada.- Jestem stażystą.
-Będziesz
dawał mi tabletki?- Widzi mój strach.
-Nie-
uśmiecha się.- Będę tylko z tobą rozmawiał.
-Będziesz
próbował mi wmówić, że nic mi nie grozi? Że jestem bezpieczna?
Wyciąga
do mnie rękę. Z wahaniem chwytam jego dłoń.
-Nikt
nigdy nie jest całkiem bezpieczny. Nie będę cie oszukiwał.-
Delikatnie gładzi moją dłoń. Odprężam się. Czuje się
bezpieczna. Po raz pierwszy od czasu... Wyrywam dłoń z jego
uścisku. Po moich policzkach znów zaczynają płynąć łzy.
Federico nic nie mówi, tylko siada na łóżku obok mnie i obejmuje
ramieniem.
-Powiesz
mi co się stało?- pyta.
Kręcę
głową. Nie jestem gotowa, żeby o tym mówić. Ale on rozumie.
Delikatnie mnie przytula. Stara się pocieszyć, rozbawić. W końcu
proponuje spacer. Dawno nie wychodziłam z pokoju. Nie pamiętam już
nawet jak wygląda niebo. Powoli podnoszę się z łóżka. Podchodzę
do drzwi. Blask słońca mnie oślepia. Spacerujemy. Mijają godziny,
a my ciągle przechadzamy się po ogrodzie. W końcu siadamy na małej
drewnianej ławeczce. Kątem oka obserwuje chłopaka. Jest
przystojny. Biorę głęboki oddech i mówię:
-Miałam
10 lat.- Federico od razu wie, o co mi chodzi.- Siedziałam z mamą w
kuchni. Kiedy tata wrócił do domu wiedziałam, że coś jest nie
tak. Był zdenerwowany. Powiedział, że musimy wyjechać. Wtedy
zadzwonił dzwonek. Mama kazała mi się schować. Usłyszałam
strzał. Później następny. I jeszcze jeden. Było strasznie
głośno. Słyszałam krzyk i huk przewracanych mebli. Wyszłam ze
swojej kryjówki dopiero kilka godzin po tym jak wszystko ucichło.
Zabili ich. Zabili ich wszystkich. Nawet mojego psa. Następnego dnia
znaleźli mnie sąsiedzi. Płakałam, siedząc na środku
zdemolowanego salonu. Od tamtej pory tu jestem. Minęło już 15 lat,
a ja ciągle boję się, że oni po mnie wrócą.
-To
normalne- mówi.- Normalne, że się ich boisz.
-Inni
tak nie uważają.
Chłopak
przysuwa się do mnie.
-Przy
mnie nic ci nie grozi. Obiecuję.- Całuję mnie. Jestem pewna, że
już nic nie może zniszczyć mojego szczęścia.
***
Myliłam
się. Coś jednak mogło zniszczyć moje szczęście. Wyszłam ze
szpitala, bo dzięki Federico poczułam się bezpieczna. Ale mój
najgorszy koszmar się spełnił. Znaleźli mnie. Ale to Federico
zabili. Od jego śmierci minęły 2 lata. Każdego dnia myślę o
tych ludziach. Chcę żeby mnie znaleźli. Skończyli moje męki.
Odebrali mi każdego, kogo kochałam. Nie mam po co żyć. Czuje, że
ktoś za mną stoi. Odwracam się powoli. Widzę mężczyznę w
czarnej kominiarce. Wiem, że po mnie przyszli. Słyszę huk
wystrzału. Później jest już tylko ciemność...
__________________________________________________________________________
A oto zamówienie dla mojej kochanej Kingi ;* mam nadzieje ze psychopatyczny kryminał sie spodoba ;*~Malinka Vilu
sobota, 16 sierpnia 2014
One Shot: Leonetta. Gwiazdy.
Tego One Shota dedykuję mojej Bliźniaczce, Roksanie! Kocham cię i dziękuje za to, że motywujesz mnie do pisania <3
ONE
SHOT: LEONETTA
Gwiazdy
Patrzyłam
w lustro. Przyglądałam się mojej twarzy. Była... zwyczajna. Tak.
Zwyczajna to dobre określenie. Nie jestem brzydka. Ale ładna też
nie. Jestem jak jabłko. Zupełnie przeciętna. Chodzę do 3 klasy
liceum. Nie należę do tych popularnych, ale nie jestem tez całkiem
ignorowana. Jestem...
-Uważaj,
jak łazisz!!- Głos wyrwał mnie z rozmyślań.
-Przepraszam-
szepnęłam. No tak. Nie wspominałam przecież, że jestem wręcz
absurdalnie nieśmiała. Zwłaszcza gdy rozmawiam z popularnymi.
Zwłaszcza gdy słyszę Głos. Właściciel Głosu jest wprost
niewyobrażalnie cudowny! Ciemne oczy, dołeczki w policzkach i te
włosy, które zawsze pozostają w dokładnie rozplanowanym
„nieładzie”. Podoba mi się od kiedy skończyłam 8 lat. Ale ma
dziewczynę. A poza tym Leon Verdas to zupełnie nie moja liga!
-Nic
się nie stało, Violetto.- Czy mi się wydaje, czy on zna moje imię?
Nie. To nie możliwe, żeby Leon Verdas wiedział kim jestem. Już
miałam go wyminąć i iść dalej, ale złapał mnie za nadgarstek.
-Idziesz
dzisiaj na imprezę? U Francesci?- zapytał.
Pokręciłam
przecząco głową:
-Nie
zaprosiła mnie.- Francesca to kuzynka Leona. Podobno robi najlepsze
imprezy w całej szkole. Nie wiem. Nigdy na żadną mnie nie
zaprosiła.
-Dziwne-
Leon zmarszczył brwi.- Porozmawiam z nią. Jak chcesz możesz pójść
ze mną.- Uśmiechnął się asymetrycznie.
-Z
tobą? Lara nie będzie zła?
-Nie
jesteśmy już razem.
-Oh.-
Zaniemówiłam. To znaczy, że Leon jest wolny?- Bardzo mi przykro.
-A
mnie nie. Nie dogadywaliśmy się już od dłuższego czasu. To...
idziesz ze mną na imprezę do Fran?
Udałam,
że się zastanawiam.
-Chętnie
bym poszła, ale moje przyjaciółki będą złe, że poszłam bez
nich na imprezę.
-Możesz
je zaprosić. Im więcej osób tym lepiej. Wpadnę po ciebie o 7.
Bądź gotowa- mrugnął do mnie i odszedł, zostawiając mnie
oniemiałą na środku korytarza. Czy on właśnie zaprosił mnie na
randkę? Aaaaaaaaa!! Muszę zadzwonić do Camili!
***
Leon
przyjedzie z pół godziny. Muszę wyglądać idealnie. Jeszcze
ostatnie poprawki i będę gotowa. Wstałam od toaletki i założyłam
wcześniej wybraną sukienkę.
Popatrzyłam w lustro. Wyglądałam
naprawdę ładnie. Ja, „jabłko”, wyglądałam ładnie! Rozległ
się dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam na dół, żeby otworzyć. W
drzwiach zobaczyłam Leona. Uśmiechnął się na mój widok.
-Wyglądasz
ślicznie- powiedział i podał mi rękę. Chwyciłam jego
wyciągniętą dłoń i poszliśmy do samochodu.
-Wow.-
To jedyne co udało mi się wykrztusić, kiedy zobaczyłam jego auto.
-Prawdziwy
diabeł*- zażartował Leon.- Zasłużył na swoją nazwę.
Otworzył
mi drzwi od strony pasażera. Wsiadłam ostrożnie, żeby nic nie
zepsuć. Jeszcze nigdy nie jechałam tak drogim samochodem.
-Gotowa?-
zapytał mój towarzysz zajmując miejsce kierowcy.
Pokiwałam
głową i uśmiechnęłam się do niego. Chłopak wcisnął pedał
gazu i z piskiem opon ruszyliśmy na imprezę. Po 5 minutach byliśmy
na miejscu. Dom Francesci był niesamowity.
-Hej!-
usłyszeliśmy gdy tylko wysiedliśmy z samochodu.
-Cześć,
mała- odpowiedział Leon i przytulił kuzynkę.
Dziewczyna
spojrzała na mnie.
-Cześć-
przywitałam się.- Jestem Violetta.
-Wiem
jak masz na imię!- Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie.-
Zapraszam do środka!
Razem
z Leonem weszliśmy do środka za Francescą. W środku było pełno
ludzi. Chciałam znaleźć Camilę i Naty, ale Leon pociągnął mnie
na parkiet. Tańczyliśmy do długiej, powolnej piosenki. Położyłam
mu głowę na ramieniu, a on objął mnie w tali. Było cudownie.
Kątem oka dostrzegłam, że Francesca przygląda się nam z
uśmiechem na twarzy.
***
Przetańczyliśmy
cały wieczór. Kiedy o 1 w nocy siedziałam obok Leona w jego
Lamborghini byłam najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem.
Chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
-Jesteś
najpiękniejszą dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkałem- szepnął.
Jeszcze
długo siedzieliśmy objęci, wpatrując się w gwiazdy, zanim nastał
świt, a Leon pochylił się i mnie pocałował.
_________________________________________________________________________
* samochód to lamborghini diablo
TAM TAM TAM TAM!! Oto mój pierwszy One Shot!! Mam nadzieję, że się spodoba ;*
~Malinka Vilu
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 2.
Ten rozdział dedykujemy naszym kochanym: Gabrysi, Laurze, Roksanie i Kindze! Dziękujemy, że nas wspieracie i czytacie nasze wypociny ;*
ROZDZIAŁ 2
FRANCESCA
Cicho
otworzyłam drzwi domu. Tak właściwie to villi. Chciałam przejść
do pokoju niezauważona, ale oczywiście musiałam się potknąć na
schodach.
-Francesco!-
dobiegł mnie z gabinetu głos ojca.- Chcę z tobą porozmawiać!
Westchnęłam
i ruszyłam na spotkanie z facetem, który kompletnie nie miał
pojęcia o moim życiu.
-Coś
się stało, tatusiu?- zapytałam przesłodzonym tonem.
-Nie
podobało mi się twoje zachowanie przy śniadaniu.- Nazwałam go
nieczułym draniem, który bardziej dba o interesy niż o własną
córkę i oblałam sokiem, ale to chyba normalne? W końcu mam 19 lat
i- jak twierdzą psychologowie- przeżywam okres buntu.
-Wiem,
tatusiu. Po prostu stresuje się urodzinami Violi. Wcale tak nie
myślę.- Kłamałam mu w żywe oczy. Ale co miałam zrobić? Znów
go obrazić i nie pójść do klubu ze znajomymi? Już wolałam go
przeprosić.
Ojciec
przyglądał mi się przez chwilę. W końcu westchnął i spojrzał
na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Baw
się dobrze.- Już miałam odejść, ale zatrzymał mnie jego głos.-
Tylko pamiętaj: nie chce jeszcze zostać dziadkiem!
Przewróciłam
oczami i poszłam szykować się na imprezę.
DIEGO
- DIEGO!!- krzyknęła
moja matka - Ktoś do Ciebie!
- Pomoc społeczna? – odburknąłem.
- Nie, to ja! - natychmiast podniosłem się z łóżka.
- O! Cześć Leon! Co ty tu robisz?
- No mam do ciebie sprawę! - kumpel uśmiechnął się i usiadł na łóżku.
- O co chodzi?
- Czy nie miałbyś ochoty gdzieś dzisiaj wyjść? Konkretnie mam namyśli imprezę urodzinową mojej dziewczyny. Poprosiła mnie, żebym przyprowadził dobrego znajomego i od razu pomyślałem o tobie. Vilu ma przyprowadzić ze sobą jakąś koleżankę. To co? Wchodzisz w to? - byłem mile zaskoczony propozycją Leona, rzadko zdarzało się tak, żeby ktoś mnie gdzieś zapraszał. Ale na Leo zawszę mogę liczyć. Znamy się od podstawówki i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Jest naprawdę dobry kumplem
- Bardzo chętnie, ale obawiam się, że nie będę dobrze wyglądał w towarzystwie bogatych ludzi. Ja nawet nie mam się w co ubrać!
- O to się nie martw. Już o tym pomyślałem i znalazłem dla nas całkiem niezłe ciuszki w całkiem niezłej cenie! - nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Po chwili obaj tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu.
- To co… ja idę po ubrania dla ciebie, a ty szykuj fryzurę. - uśmiechnąłem się do kumpla i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wymyłem zęby i nałożyłem trochę żelu na włosy. Potrzebowałem się rozerwać i akurat trafiła się okazja. W chwili, kiedy skończyłem układać włosy ktoś zapukał do łazienki.
- Tu masz ubrania. Ja też lecę się szykować! Do zobaczenia. - kiedy otworzyłem drzwi Leona już nie było. Zobaczyłem tylko torbę. Zabrałem ją i ubrałem się. Muszę przyznać, że mój kumpel ma gust i szczęście w łapaniu dobrych okazji.
_ Wyglądam całkiem spoko. - powiedziałem do siebie i w tej chwili na mojej twarzy pojawił się zawadiacki uśmieszek. Byłem gotowy!
- Pomoc społeczna? – odburknąłem.
- Nie, to ja! - natychmiast podniosłem się z łóżka.
- O! Cześć Leon! Co ty tu robisz?
- No mam do ciebie sprawę! - kumpel uśmiechnął się i usiadł na łóżku.
- O co chodzi?
- Czy nie miałbyś ochoty gdzieś dzisiaj wyjść? Konkretnie mam namyśli imprezę urodzinową mojej dziewczyny. Poprosiła mnie, żebym przyprowadził dobrego znajomego i od razu pomyślałem o tobie. Vilu ma przyprowadzić ze sobą jakąś koleżankę. To co? Wchodzisz w to? - byłem mile zaskoczony propozycją Leona, rzadko zdarzało się tak, żeby ktoś mnie gdzieś zapraszał. Ale na Leo zawszę mogę liczyć. Znamy się od podstawówki i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Jest naprawdę dobry kumplem
- Bardzo chętnie, ale obawiam się, że nie będę dobrze wyglądał w towarzystwie bogatych ludzi. Ja nawet nie mam się w co ubrać!
- O to się nie martw. Już o tym pomyślałem i znalazłem dla nas całkiem niezłe ciuszki w całkiem niezłej cenie! - nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem. Po chwili obaj tarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu.
- To co… ja idę po ubrania dla ciebie, a ty szykuj fryzurę. - uśmiechnąłem się do kumpla i poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, wymyłem zęby i nałożyłem trochę żelu na włosy. Potrzebowałem się rozerwać i akurat trafiła się okazja. W chwili, kiedy skończyłem układać włosy ktoś zapukał do łazienki.
- Tu masz ubrania. Ja też lecę się szykować! Do zobaczenia. - kiedy otworzyłem drzwi Leona już nie było. Zobaczyłem tylko torbę. Zabrałem ją i ubrałem się. Muszę przyznać, że mój kumpel ma gust i szczęście w łapaniu dobrych okazji.
_ Wyglądam całkiem spoko. - powiedziałem do siebie i w tej chwili na mojej twarzy pojawił się zawadiacki uśmieszek. Byłem gotowy!
FRANCESCA
Długo
zastanawiałam się co na siebie włożyć. W końcu wybrałam
różowo-czarną sukienkę i różowe buty na obcasach.
Telefon
i klucze schowałam do kopertówki i zeszłam do garażu. Wsiadłam
do samochodu
i
ruszyłam w stronę domu Violi, żebyśmy razem mogły pojechać do
klubu. Po 10 minutach byłam na miejscu. Violetta już czekała na
mnie na podjeździe. Wyglądała ślicznie. Miała na sobie jasno różową sukienkę i buty na obcasie.
-Hejka,
Fran!- krzyknęła wsiadając do samochodu i całując mnie w
policzek.- Gotowa na najlepszą imprezę wszech-czasów?-
Uśmiechnęłam się. Viola była strasznie podekscytowana tym
wyjściem. Od tygodnia nie gadała o niczym innym tylko o tym, że to
będzie „najlepsze party ever”. Wcisnęłam pedał gazu i z
piskiem opon ruszyłyśmy w stronę klubu.
DIEGO
-
Diego! Chodź już! - usłyszałem głos przyjaciela za oknem. Czym
prędzej poderwałem się z kanapy, założyłem buty i już mnie nie
było. Do klubu, w którym odbywała się impreza mieliśmy jakieś
30 minut piechotą. Nie spieszyło nam się. Mieliśmy jeszcze jakieś
50 minut do rozpoczęcia imprezy, więc szliśmy bardzo wolno. Kiedy
zbliżaliśmy się do klubu Leon powiedział:
- Gotowy na imprezę życia?
- Oczywiste! - po czterdziestu minutach doszliśmy na miejsce. Zebrało się już sporo ludzi, ale Violetty jeszcze nie było. Chwilę później dostrzegłem piękny samochód a w nim Violę i... Nie to nie mogła być prawda... To była ona. Śliczna dziewczyna z parku. Nadal nie wiem skąd ją znam, ale już ją gdzieś widziałem jestem tego pewny. Szczęśliwy Leon podbiegł do swojej dziewczyny i pocałował ją w policzek.
- Wszystkiego najlepszego skarbie!
- Dziękuje! - powiedziała Viola - O cześć Diego!
- Cześć Vilu! Wszystkiego najlepszego! - odparłem wciąż wpatrując się w tą (nie)znajomą dziewczynę.
- Dziękuję! Diego poznaj Francesce. Francesca to Diego. - i w ten oto sposób dziewczyna zyskała imię.
- Cześć, miło mi cię poznać. - jej głos był jak najpiękniejsza melodia.
- Ciebie również.
- Dobra, słuchajcie my idziemy, jak coś to nas nie szukajcie - powiedziała rozchichotana jubilatka.
- Diego, opiekuj się Fran.- dodał Leon. I po chwili już ich nie było. Czułem się dziwnie skrępowany, nie wiedziałem co powiedzieć, ona najwyraźniej też. Wpatrywaliśmy się w siebie bez słów. W końcu Fran się odezwała:
- Wiesz mam takie dziwne wrażenie, że skądś cię znam.
- Nie wierzę! Mam tak samo! Gdy cię zobaczyłem siedzącą na ławce, poczułem jakby to już się kiedyś wydarzyło... Takie deja vu. Nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. - i znów zapanowała cisza. Żadne z nas nic nie mówiło przez dłuższy czas. W końcu daliśmy się porwać zabawie. Zatańczyliśmy nawet razem. To była naprawdę impreza mojego życia. Było cudownie. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek ją spotkam, ale mam nadzieję, że to stanie się niebawem. Nie znam jej nazwiska, nie wiem gdzie mieszka, ale zrobię wszystko by ją odnaleźć. Muszę się dowiedzieć o niej czegoś więcej! Muszę! To nie może być przypadek, że czuję że to już się zdarzyło to, to musi być przeznaczenie...
- Gotowy na imprezę życia?
- Oczywiste! - po czterdziestu minutach doszliśmy na miejsce. Zebrało się już sporo ludzi, ale Violetty jeszcze nie było. Chwilę później dostrzegłem piękny samochód a w nim Violę i... Nie to nie mogła być prawda... To była ona. Śliczna dziewczyna z parku. Nadal nie wiem skąd ją znam, ale już ją gdzieś widziałem jestem tego pewny. Szczęśliwy Leon podbiegł do swojej dziewczyny i pocałował ją w policzek.
- Wszystkiego najlepszego skarbie!
- Dziękuje! - powiedziała Viola - O cześć Diego!
- Cześć Vilu! Wszystkiego najlepszego! - odparłem wciąż wpatrując się w tą (nie)znajomą dziewczynę.
- Dziękuję! Diego poznaj Francesce. Francesca to Diego. - i w ten oto sposób dziewczyna zyskała imię.
- Cześć, miło mi cię poznać. - jej głos był jak najpiękniejsza melodia.
- Ciebie również.
- Dobra, słuchajcie my idziemy, jak coś to nas nie szukajcie - powiedziała rozchichotana jubilatka.
- Diego, opiekuj się Fran.- dodał Leon. I po chwili już ich nie było. Czułem się dziwnie skrępowany, nie wiedziałem co powiedzieć, ona najwyraźniej też. Wpatrywaliśmy się w siebie bez słów. W końcu Fran się odezwała:
- Wiesz mam takie dziwne wrażenie, że skądś cię znam.
- Nie wierzę! Mam tak samo! Gdy cię zobaczyłem siedzącą na ławce, poczułem jakby to już się kiedyś wydarzyło... Takie deja vu. Nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. - i znów zapanowała cisza. Żadne z nas nic nie mówiło przez dłuższy czas. W końcu daliśmy się porwać zabawie. Zatańczyliśmy nawet razem. To była naprawdę impreza mojego życia. Było cudownie. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek ją spotkam, ale mam nadzieję, że to stanie się niebawem. Nie znam jej nazwiska, nie wiem gdzie mieszka, ale zrobię wszystko by ją odnaleźć. Muszę się dowiedzieć o niej czegoś więcej! Muszę! To nie może być przypadek, że czuję że to już się zdarzyło to, to musi być przeznaczenie...
___________________________________________________________________________________
Tak oto prezentuje się 2 rozdział naszej radosnej twórczości. Mam nadzieje, że się spodoba ;) Zachęcamy do komentowania i serdecznie pozdrawiamy ~Malinka Vilu
Subskrybuj:
Posty (Atom)













